ADHD, blues i zmiany pseudonimu, czyli - Przegląd muzyczny #1





Czyja muzyka cierpi na ADHD? Kto pozmieniał mi w ostatniej chwili gotowy od dawna wpis? No i kto znany nagle zmienił pseudonim? Więcej w rozwinięciu...



Grimes


W tej młodej Kanadyjce zakochałem się bez pamięci, przeszło półtora roku temu słuchając kolejnych artystów, którzy mieli wówczas pojawić się na Openerze 2016. Szybko nabrałem przeświadczenia, że jest to moja pozycja obowiązkowa na liście koncertów.

Grimes tworzy muzykę elektroniczną, ale nie byle jaką. Jej utwory mogłyby śmiało być soundtrackiem dla tej abstrakcyjnej części snów, które człowiek czasami miewa.

Zresztą przekonajcie się sami:



Claire Boucher, bo takie imię skrywa się pod pseudonimem Grimes, sama swoją twórczość okrasiła mianem: "ADHD music". Na jej krążkach znajdziemy miks electropopu, dreampopu i naprawdę wielu innych gatunków muzycznych. Dorzućmy do tego swego rodzaju osobliwość artystki samej w sobie i powstaje nam bardzo specyficzny, ale wyjątkowo smakowity kociołek muzyczny, którego zawartości żal nie skosztować.



Te basy w wydaniu koncertowym sprawiły, że skakałem pod sceną, jak dzika kuna w agreście. Mam nadzieję tylko, że Grimes ponownie zawita do Polski przy okazji nowej płyty. Jeśli to się zdarzy, wiecie gdzie mnie szukać w trakcie koncertu. :>

Na zakończenie, coś ze starszej płyty, której warto posłuchać koniecznie od początku do końca, jako kompletne dzieło. Jest ona spokojniejsza, a zarazem jeszcze bardziej oniryczna i odrealniona muzycznie.




Pola Chobot & Adam Baran


Pierwotnie w tym miejscu miałem napisać o innym zespole. Ba! Nawet to zrobiłem, ale ta niecna dwójka z Wrocławia wywróciła mi cały misterny plan do góry nogami.  Duet miałem okazję słyszeć na tegorocznych eliminacjach Galicja Blues Festival. Już od pierwszych dźwięków wiedziałem, że mam do czynienia z czymś absolutnie wyjątkowym, szczerym i  niepowtarzalnym.

Ona - głos jak dzwon, który wie jak użyć i nie boi się tego zrobić.
On - wirtuoz wyposażony w looper i gitarę, dzięki którym czaruje publiczność.

Razem - dopełniająca się muzycznie całość, która nie pozostawia słuchacza obojętnym.



Szczerze nie zdziwię się, jeśli niedługo będzie o nich bardzo głośno. Wierzę, że dobra muzyka obroni się sama. Bez wątpienia zrobiła to na wspomnianym festiwalu, gdzie duet wygrał Grand Prix i Nagrodę Publiczności. 

Czekam na pierwszą płytę, a Was odsyłam na Spotify, gdzie można znaleźć więcej utworów zespołu. Naprawdę warto!




Nick Murphy


Znacie tego Pana? Nie? A może Chet Faker Wam coś mówi?  Zapewne prędzej.

Okazuje się, że Chet Faker zmienił się w Nicka Murphy`ego, a tak właściwie... Nick przyjął pseudonim "Chet Faker", by następnie wrócić i występować na nowo pod swoim prawdziwym imieniem i nazwiskiem. Eh... poplątane...
Co najważniejsze w tym wszystkim - Nick zdążył wydać nową Epkę - "Missing Link" i zaprawdę powiadam Wam, jest co słuchać!

Dla przypomnienia za czasów Chet`a:


Mimo tych zmian, bądź co bądź symbolicznych,  muzyka Nick`a ma się nadal świetnie! Całość stała się żywsza, a miejscami nawet agresywniejsza. Pierwsze zmiany w tym kierunku można było zauważyć już na poprzedniej Epce, jednak tutaj przybrały one znacznie pełniejszą formę. 
W nowych utworach na próżno szukać zblazowanego hipstera, znanego z poprzedniej płyty. Zresztą przekonajcie się sami:




Byłem swego czasu na koncercie tego Pana. Parę rzeczy wbiło mi się niezwykle w pamięć, mianowicie: mdlejące fanki [sic!], walkę o życie w tłumie fanów oraz to, że chłopaczyna czuje, to co śpiewa, a to chyba najważniejsze (zaraz obok mdlejących fanek), czyż nie?



Photo by Jo Jo on Unsplash
Podziel się: