Panie Bożuuu, a czy Jasiu może na medycynę?


Medycyna - za tym prostym w wymowie terminem, stoi niezwykle głębokie znaczenie. Sprawia ono, że nie sposób traktować jej, jak tylko kolejnego kierunku studiów, a raczej swego rodzaju powołanie. 

Nie. Nie odpowiem dalej w tekście na tytularne pytanie. Jeśli kliknąłeś/kliknęłaś w posta z nadzieję, że ktoś powie Ci jak żyć, to Drogi Jasiu, Marlenko i Piotrusiu możecie zawrócić w tym momencie. Oświeconą wyrocznią nie jestem, ani takiej grać nie będę.

Jeśli przetrwaliście ten wstęp, to zapraszam dalej. Pozwolę przywołać sobie parę kwestii, o których jednak warto pomyśleć, zanim podejmie się tak newralgiczną decyzję, jaką jest wybór tego kierunku.

1# Zainteresowanie studiami


Nie bez powodu na tę sprawę zwracam uwagę w pierwszej kolejności. Słońce, jeśli czujesz, że białka, hormony i ogólnie nauka o organizmie człowieka, to nie Twoja bajka i w sumie wiesz, że wolałbyś/wolałabyś po stokroć bardziej, dla przykładu, liczyć całki, to lepiej zastanów się dwa razy przed wyborem tego kierunku.

Nie ma nic gorszego, niż uczenie się czegoś, co tak właściwie nie wzbudza w Tobie nawet elementarnego zainteresowania.  Mama, babcia, czy inna ciotka, co prawda będą wniebowzięte dzieckiem na medycynie, ale z pewnością nie zrekompensują Ci rozminięcia się z Twoimi prawdziwymi zainteresowaniami, czy też aspiracjami. W tak ważnych sprawach należy, moim skromnym zdaniem, patrzeć tylko na siebie.

Dla przeciwwagi dodam, że wcale nie trzeba też być fanatykiem biologii, czy też chemii, żeby wgryźć się w temat. Te studia, jak i późniejsza praca na szczęście nie sprowadzają się tylko do tego. Zresztą... gdyby tak było, to już dawno byłbym na innym kierunku. Medycyna jest niezwykle obszerną nauką i praca lekarzy poszczególnych specjalizacji może różnić się diametralnie, więc jest spora szansa, że znajdziesz dla siebie pasującą niszę. 

2# Nauka


No własnie, nauka... Przeglądając różne fora można zauważyć, że największe obawy wśród kandydatów/ pierwszoroczniaków wzbudza kwestia ilości materiału. To jak, tak naprawdę, jest z tym zakuwaniem? Śpieszę z odpowiedzią.

Tak, jest dużo nauki. Tak, bywa niekiedy ciężko. I tak, po stokroć, da się przez to spokojnie przejść bez popełniania po drodze harakiri
Kluczem do, w miarę, bezstresowego przejścia przez studia jest systematyczność. Jeśli raczej stoicie po tej stronie barykady, gdzie wszystko robi się na ostatnią chwilę (Karol sprzed 4 lat Was pozdrawia), a nadchodzący deadline wzbudza w Was napady lęku, to uspokajam - da się to wyćwiczyć. W  toku studiów spokojnie nauczycie się, jak zarządzać czasem i energią, by zgrabnie przejść przez naukę bez większych stresów i zarywania nocy. Należy jednak mieć na uwadze, że wymaga to pewnej dozy samodyscypliny.

Chciałbym jeszcze zwrócić uwagę na pewną bardzo ważną sprawę, o której nie zawsze się pamięta decydując się na ten kierunek. Nauka stanowi nieodłączną część późniejszej pracy lekarza i wcale nie kończy się ona wraz z zakończeniem studiów. Pokuszę się o stwierdzenie, że tak właściwie wtedy zaczyna się na dobre. Prosta zasada - im więcej naukowo zainwestujesz w siebie (zarówno w trakcie studiów, jak i po), tym większą szanse masz by być lepszym lekarzem. 


3# Presja


Wydaje mi się, że ta kwestia jest w dużej mierze indywidualna. Zależy głównie od dwóch rzeczy, do których trzeba mieć po prostu szczęście.
Po pierwsze od nauczycieli akademickich na jakich trafisz. Jak to w życiu bywa, są tacy którzy są "do rany przyłóż", a są tacy, którzy mają szanse śnić się po nocach (oczywiście w tym złym  znaczeniu). :>

Umówmy się - jest różnica między wymaganiem, a zwykłym pastwieniem się nad studentem. Na szczęście, jak dotąd w swojej studenckiej karierze nie natrafiłem na prowadzącego, który dawałby upust swoim masochistycznym ciągotom. Zdecydowana większość, kieruje się zasadą, jak ty jesteś fair wobec nas, to my też nie będziemy utrudniać Ci życia.

Wracając do presji, drugim czynnikiem decydującym o jej wielkości na kierunku są z pewnością ludzie, z którymi studiujesz. Od studentów w grupie, czy na roku w dużej mierze zależy atmosfera, jaka panuje na studiach. Jednak uważam, że nie ma co strzępić nerwów i ulegać panice typu: "Bo Basia ma punkt więcej, więc ja jestem zerem." Trzeba skupić się na sobie, bo takie porównywanie to droga donikąd.

Dodam, że do tego wszystkiego jest potrzebna pewna odporność. Stanowczo, nie należy panikować w każdej sprawie - szkoda nerwów, szkoda czasu. Zresztą często się okazuje, że finalnie nie było nawet podstaw by się stresować w danej sprawie. Jednym zdaniem - Nie można dać się zwariować.

4# Ludzie


Każdy włączając się w nowe środowisko ma obawy, czy znajdzie sobie w nim miejsce, zintegruje się. Nic dziwnego, że ta kwestia podnosi ciśnienie przyszłym studentom, którzy najczęściej nie dość, że wchodzą w nowe towarzystwo, to też całkowicie zmieniają środowisko poprzez przeprowadzkę. 

Ileż to opowieści zakrawających o fantastykę można się nasłuchać o studentach medycyny.
"Bo to banany, potomkowie rodów lekarskich i w ogóle prędzej Sosnowiec zostanie włączony do Warszawy, niż oni pożyczą komuś notatki, a poza tym każdy jest geniuszem, więc ty Misiu na pewno sobie nie poradzisz."

Bzdura. 

Lubię mówić, że na tych studiach spotkasz dosłownie każdego. Zresztą na kierunku, który liczy kilkaset osób, siłą rzeczy, nie jest to trudne. Są geniusze, są ludzie przyjaźni oraz Ci mniej, jest też "hodowla bananów oraz innych specyfików"  - ot jak to w życiu bywa. Na kierunku (z moich doświadczeń) panuje duża solidarność i starsze roczniki z chęcią dzielą się swoim doświadczeniem, czy też materiałami.

Co więcej, wbrew "gadaniu" jest multum ludzi, którzy wybrali medycynę, nie mając koneksji rodzinnych. Zresztą nie zauważyłem, żeby to miało jakieś specjalne znaczenie. Nauczyć się będziesz musiał, i tak sam. Nikt za Ciebie wiedzy do głowy nie włoży.

Jeśli chcesz być lekarzem i czujesz, że masz do tego dryg, nie wahaj się. Na pewno spotkasz świetnych ludzi, z którymi zaprzyjaźnisz się na lata. :)

5# Najważniejsze


W końcu dochodzimy do punktu, na którym najbardziej mi zależało.

Medycyna to jedyna nauka, tak ściśle powiązana z życiem ludzkim. To radość ze zdrowia pacjentów, to smutek, rozgoryczenie w wyniku ich śmierci. To chwile zawahania, stresu, jak i chwile satysfakcji, czy też pokory, Medycyna jest sztuką, medycyna jest wyzwaniem, medycyna jest ciągłym dążeniem do doskonałości. Należy o tym pamiętać.

We mnie, z każdym rokiem studiów. wzbudza to coraz większy szacunek do tego zawodu, jak i życia samego w sobie. Bardzo zmienia się perspektywa patrzenie na wiele spraw. Człowiek nabiera pokory.

"[...] Pisał on: Życie krótkie, sztuka długa, sposobność przemijająca, doświadczenie złudne, wyrokowanie trudne. A mimo to wierzył, że przez pracę nad sobą, rozwój wewnętrzny, kształcenie charakteru i umiejętności - można zdobyć cnoty, by na końcu długiej drogi sięgnąć doskonałości, stać się równym bogom".

Andrzej Szczeklik "Nieśmiertelność"

Photo by Sandro Katalina on Unsplash 


Podziel się: