Źle się czujesz? To dobrze!


Stres. Tak, denerwuję się. Nie, nie dlatego, że od miesięcy funkcjonuje, jak robocik. Nie, nie z powodu przytłaczającej mnie medycyny, chociaż i to miejscami się zdarza. Denerwuję się, ponieważ wiem, że będę pisał, o czymś ważnym dla mnie i boję się, że nie oddam istoty sprawy. Boję się, bo poruszę rzeczy, o których myślałem w chuj długo, a do których dochodziłem jeszcze dłużej...



Entamoeba Cerebrolytica



Sobota, poranek, tydzień ubiegły, taka sytuacja, mistyfikacja.* Siedzę sobie w pokoju, mam za sobą pracowity tydzień oraz cudowny piątkowy wieczór z książką. Jest weekend, więc nic tylko się zrelaksować i cieszyć namiastką wolnego czasu. Pięknie, fajnie, tylko cały misterny plan szybko legł w gruzach. Czuję od samego rana, że coś ewidentnie nie gra. Jakoś mnie ściska w środku, coś mnie uwiera, duch jakby przyciężki. Kto mnie zna, wie jak określam ten stan, podpowiadam - "Czuję pustkę w środku."
Tak, czuję się kiepsko. Jestem smutny, pusty, wyblakły i w ogóle wywrócony na lewą stronę. Żegnajcie wysokie obroty, witaj szary człowieku będący emocjonalną amebą.

Jak to? Taki udany tydzień, a ty masz mentalny zjazd akurat w weekend. No cóż... o ironio losu... 



Nie umiemy w emocje



Tak sobie żyję w tym swoim szybko-wolnym tempie i jestem coraz bardziej przekonany, że ludzie,  to jednak totalnie siebie nie znają... Nie siebie nawzajem, a siebie osobiście, tak wewnętrznie. 
I wiecie co? To trochę... smutne.

No ok... nie znamy się, nie rozumiemy siebie, ale jaka jest tego przyczyna? Powodów pewnie wiele, ale wydaję mi się, że jedną z ważniejszych przyczyn, która dotyczy szczególnie wielu młodych jest to, że nasza generacja była wychowywane przez pokolenie, które o wielu sprawach nie rozmawiało. Seks? Inny światopogląd? Jakieś emocje? Przecież, o tym się nie mówi... Taka rodzinna gra w tabu, tylko konsekwencje, jakby poważniejsze.

Nie umiemy w emocje. Tłumimy, to z czym nie umiemy sobie poradzić. Strach, wstyd, smutek - generalnie uczucia mało reprezentatywne - staramy się eradykować, udajemy, że ich nie ma, wymazujemy z rejestru, tłumimy. Problem w tym, że pod mentalną pokrywką zbiera się i lubi wykipieć w postaci depresji, nałogu lub niemożliwości stworzenia normalnej relacji z drugim człowiekiem. 



But first, let me take a selfie



Nie dajemy sobie pozwolenia na wiele. Słabości, porażki, czy też wspomniany smutek przecież tak źle wyglądają w instagramowych filtrach.
Tragiczni w sprzątaniu własnego mentalnego poletka, prawdziwi mistrzowie czegoś innego... mistrzowie stwarzania pozorów. Wszelkie "społecznościówki" są idealną pożywką dla takiego stanu rzeczy. Bardzo łatwo jest grać (nie tyle przed innymi, co nawet gorsza przed samym sobą) istną perfekcję. Tutaj zdjęcie z koncertu, tam zdjęcie typu #5miliondollarslook  i deus meus konfacela bęc... jakaś Żanetka z małopolski pomyśli, że jej życie, to jednak nie jest takie ewrynajt, jak niektórych...
Żanetka w depresję, a my mamy podstawę do wyższej samooceny. Dojrzałego emocjonalnie człowieka to, to na tym nie zbudujesz, bo to wątpliwej jakości podstawa jest, nieprawdaż? 



Akceptacja



Wracając do mojej chandry; kiedyś mocno zmartwiłbym się takim stanem rzeczy. Nie miałbym wewnętrznego przyzwolenia na mniejsze obroty, na gorsze samopoczucie. Ba! Wydaje mi się, że wprost czułbym się winny, tego że jestem słaby... 

I wiecie co wtedy w sobotę zrobiłem z tym wszystkim?

Absolutnie nic!

Nie dlatego, że usilnie chciałem trwać w chandrze oraz słuchać Lany Del Rey, wypełniając się po brzegi czerwonym winem, co by sobie ulżyć.

Nie zrobiłem nic, ponieważ już wiem, że nie można być na 200% cały czas. To nie jest ludzkie, prawdziwe, ani no cóż... rozsądne. Nie chciałem pudrować emocjonalnego trupa na siłę wmawiając/udowadniając sobie, że może nie jestem taki zły, głupi lub przegrany. Po prostu wiem, że to gorsze samopoczucie jest jednak po coś, a trup sam się zregeneruje, po prostu potrzebuje czasu.

Pokuszę się o stwierdzenie, że chyba nie ma lepszego momentu na poznawanie siebie, niż właśnie takie chwile, gdy nie latasz w euforii nad ziemią. Nie masz wtedy sił by wypierać, projektować i w ogóle czarować siebie tymi kochanymi, atawistycznymi mechanizmami obronnymi. Widzisz świat i siebie samego takim jakim jesteś i na tym Kochani da się dopiero pracować, oswajać wewnętrzne demony, które każdy z nas ma.
Bo widzicie, emocje, uczucia to takie drogowskazy, informacje o tym, jak działa nasza psychika. Udając, że nie widzi się tej trudniejszej połowy, tracimy masę wiadomości o sobie. Nie sposób wtedy zrozumieć siebie, mechanizmów, którymi się kierujemy. Nie ma bata, by dojrzeć wtedy emocjonalnie, o stworzeniu jakiegoś zdrowego związku nie wspominając...



Nie jest idealnie



W tym kiermaszu perfekcyjnych uśmiechów, cycków oraz tyłków idzie się zgubić i to tak totalnie. Człowiek dostaje jasny przekaz - bądź pozytywny, radosny, idealny cały czas. Czy to możliwe?

Nope.

W zamian tego możesz sobie dać wolność, zrozumieć siebie. Masz prawo, by poczuć się słabiej. Masz prawo, by mieć chujowy dzień. Masz prawo nie być ideałem. To jest ludzkie, to jest normalne, to jesteś właśnie ty. Zaakceptuj i polub siebie, a poczujesz się stabilnie, jak nigdy w życiu.



I jeszcze na koniec fragment książki, który sprawił, że przeszły mnie ciary, a który nieźle koresponduje z tym co napisałem:


"KAŻDY SIĘ WSTYDZI.

KAŻDY SIĘ WSTYDZI SIĘ TRZECH RZECZY.

ŻE NIE JEST ŁADNY.

ŻE ZA MAŁO WIE.

I ŻE NIEWYSTARCZAJĄCO DOBRZE RADZI SOBIE W ŻYCIU.

KAŻDY."

Małgorzata Halber - "Najgorszy człowiek na świecie"


I tu Was zostawiam, wnioski wyciągnijcie sami i nie dajcie się zwariować. ;) 

*W dużej mierze jestem dzieckiem internetu, więc musicie wybaczyć te memogenne nawiązania. :>

Photo by Aimee Vogelsang on Unsplash


Więcej Krageusza? Zapraszam na stronę na facebooku!

Podziel się: