Czy czas leczy rany?


Lubię poznawać nowych ludzi. Lubię rozmawiać, odkrywać kawałek po kawałeczku co tamu komu trybi w głowie. Najbardziej pasjonuje mnie, gdy dzięki temu konfrontuję się z innym, nowym dla mnie myśleniem, przeżyciami, doświadczeniami. Ostatnio los pod względem ludzi, z którymi mam kontakt bardzo mnie obdarował i podczas jednej z wczorajszych rozmów powiedziałem komuś, że czas leczy rany. Byłem tego pewien... dzisiaj nie jestem.


Chirurdzy



- NO ALE PANIE! JAK TO TAK ZMIENIAĆ NAGLE ZDANIE?!

Bo wszystko zaczęło się od Chirurgów... tj. Grey's Anatomy. Tak, tak, ten serial. Główna bohaterka - depresyjna i na swój sposób mroczno-fajtłapotwata  Meredith - w jednym z pierwszych odcinków pierwszego sezonu powiedziała: "Jesteśmy dorośli. Kiedy to się stało? Jak to zatrzymać?"
(Swoją drogą był to dokładnie ten odcinek, w którym Meredith tańczyła samotnie na imprezie z butelką whisky...)

- Dobra dobra, ale jak to się ma do wstępu i tytułu?

Wróćmy zatem do kwestii wypowiedzianej przez Meredith. Na doskonale wszystkim znanym niebieskim portalu społecznościowym funkcjonuje pewien profil, który pewnie duża część z Was kojarzy. Profil zwie się "Jesteśmy dorośli. Kiedy to się stało? Jak to zatrzymać?". Kimkolwiek jest autor tego profilu, jest z pewnością moim bogiem, a przynajmniej pod kątem doboru wstawianych treści. Konto mianowicie dzieli się cytatami wszelakimi pochodzącymi z książek, filmów, czy też wypowiedzi ludzi. A ja mam takie zboczenie, że nagminnie zapisuje sobie co ciekawsze, bądź dotykające mnie stwierdzenia. 
Wczoraj w ramach tej strony ukazało się to:


"Kłamstwem jest, że czas leczy rany. Po prostu o czymś nie pamiętamy, dopóki znienacka nie przyjdzie taka noc, w której wszystko wraca, w której wszystko nam się przypomina, w której ból rozsadza nas od środka."


I wiecie, co? Zwątpiłem. Zwątpiłem w to co powiedziałem wczoraj... szczególnie, że przypomniałem sobie o tym, że...



Powiedz mi, gdzie Cię boli, a powiem Ci kim jesteś



...mam znajomą, dajmy jej Mariolka na imię. Tak więc, Mariolka poszła na studia i oprócz masy nowych znajomych poznała Filipa. Filip zaintrygował Mariolkę, więc dziewczyna z czasem zakochała się ze wzajemnością we wspomnianym delikwencie, jednak sam związek, mimo ognia i pożądania okazał się stosunkowo burzliwy i zakończył się rozstaniem po kilku miesiącach. Historia, jakich wiele powiecie. Szkopuł w tym, że od tych wydarzeń minęło ładnych parę lat i od tego czasu Mariolka nie jest w stanie poczuć nic do nikogo. Null... 

Czy czas leczy rany?

Inny znajomy - Dawid ciut skomplikowany człowiek ma tak, że o ile zwykle umie zachować rezerwę, tak raz podszedł do kogoś z sercem na dłoni. Zakochał się i niestety dosyć źle trafił biedaczyna. Wplątał się w relację opartą na wzajemnym wypełnianiu deficytów i w gruncie rzeczy samotności. Związek już u podstawy był wątpliwy i niejako skończył się wykorzystaniem chłopaka na paru płaszczyznach. Jednym zdaniem Dawid był podnóżkiem dla drugiej osoby. Od tych wydarzeń minęło już trochę i Dawid zdążył wstać na nogi, przemyślał swoje, ale rysa w postaci przeświadczenia, że w gruncie rzeczy jest skazany na związki, które źle się skończą dla niego, pozostała i tkwi nieprzerwanie.

Czy czas leczy rany?

Był sobie też Krzychu i Krzychu miał swoją Miłość Życia pisaną od dużej litery rzecz jasna. Wszystko było pięknie i cudownie, dopóki Miłość Życia nie postanowiła Krzysia zostawić, pozostawiając go z rozwalonym sercem, duszą, umysłem oraz paroma innymi przyjaciółmi - zwątpieniem, dystansem i w gruncie rzeczy strachem przed powtórnym zranieniem. W Wiśle upłynęło już sporo wody, a nowi przyjaciele Krzysia jak pozostali, tak nadal trwają.

Czy czas leczy rany?


Bona diagnosis, bona curatio?


No i tak siedzę i się zastanawiam, bo z jednej strony czas leczy, wygładza te wszystkie pomarszczenia, fałdy, którymi jesteśmy przeorani w mniejszym, bądź większym stopniu. Lecz, z drugiej strony co z Mariolką, Dawidem, Krzyśkiem i wieloma innymi podobnym osobami. Gdzie w ich wypadku zbawienny wpływ czasu? Ile go potrzeba? Czy to wszystko i tak nie będzie bez znaczenia, kiedy przyjdzie "noc, w której wraca wszystko"? Na ile kluczowy jest czas w leczeniu, a na ile aktywne działanie? Na czym ono miałoby polegać? Czy aktywne leczenie ran, nie wiązałoby się, tylko z powtarzaniem schematów, z wchodzenie w tych przypadkach w podobne typy relacji?


Zapraszam do dyskusji.





P.S.

Wspomniana scena z Chirurgów!


 KAŻDY BOHATER BUJAJĄCY SIĘ POD WPŁYWEM DO MUZYKI WZBUDZA MOJĄ SYMPATIĘ BEZWARUNKOWO



Więcej Krageusza? Zapraszam na stronę na facebooku!

Photo by Srikanta H. U on Unsplash

Podziel się: