Tak po prostu


Siedziała skulona na kanapie. Głowa była przytulona do kolan. Półmrok w pokoju rozjaśniały tylko lampki zawieszone na ścianie. Lubiła tak. Dobrze czuła się w takiej quasi-ciemności. Wiedziałem o tym. Może tak było łatwiej otworzyć się, a może po prostu chodziło o to, że nocą człowiek czuje jakby bardziej. A ja wiedziałem, że to będzie coś. Wiedziałem. Znałem ją... Znała mnie.

Stałem niedaleko niej. Na tyle blisko, by widzieć bez przeszkód tę słynną kręconą czuprynę, obiekt żeńskiej zazdrości, męskiego pożądania. Była z niej tak dumna. 
Obserwowałem. Lubię to robić. Gesty. Mimika. Prawdziwa gra, misternie zgrana projekcja tego co wewnątrz.
Patrzyła w kierunku okna.  Z mojej perspektywy widziałem tylko jej odbicie. Dostrzegałem twarz, a właściwie jej delikatne zarysy.

Nagle skuliła się jakby bardziej i odezwała się dosłownie, tak jakby nigdy nie przerywała, a w rzeczywistości były to jej pierwsze słowa od mojego wejścia do jej warszawskiego przyczółka. 

- Nie widzę tego, Karol... nie widzę. - pozwoliła wybrzmieć słowom, aż do cierpkiego końca -  Ja tego nie widzę -powtórzyła dosadniej - Idę po omacku. Ja już nic nie wiem, nie rozumiem...

Nie przerywałem. Wiedziałem, że chce mówić, tak po prostu. Znałem ją... Znała mnie. Wiedziała, że może mówić.

- Czy to kiedyś nie było prostsze? - po chwili przerwy podjęła na nowo - Czy to kiedyś nie było prostsze, czy ze mną jest tak po prostu coś grubo nie tak? Kiedyś wystarczyło spotkać kogoś, spojrzeć w oczy i od razu się wiedziało, że jest dobrze, że to TO i chodźmy kraść konie i... i w ogóle możemy biec razem przez życie... Teraz... teraz nie czuję tego. Nie ma tego we mnie.

-Ale... - odezwałem się

- Cicho Karol! - syknęła.
- Bo widzisz - kontynuowała - M. chciał mnie tylko przelecieć, D. niemal okradł mnie, a T. był dziecinnie niezdecydowany, wiecznie wodzący za nos. Nie wspomnę nawet o całej chmarze, która była mdła i w ogóle z innego rejestru fal mózgowych. Czaisz? A ja tak po prostu chciałabym mieć tę pewność, że choć raz będzie dobrze. Popierdolenie, ale stabilnie i nie będę musiała martwić się, co będzie w środę, czy inną sobotę, bo wiem, że on tam będzie i ja tam będę i będzie dobrze. Czy to tak wiele?

Siedziałem cicho. Doskonale wiedziałem, co ma na myśli, zresztą aż za bardzo. Nie przerywałem, wiedziałem, że chce wyartykułować emocje na zewnątrz. Znałem ją. Znała mnie, wiedziała, że może to zrobić.

- Wiem... marzenia ściętej głowy, ale wiesz co jest najgorsze? Ja nie widzę nikogo. Wiesz, jaka jestem. Mało z kim się zgrywam, dogrywam. Czuję, że nawet jak się znajdzie ten hipotetycznie, potencjalnie osobnik kompatybilny, to to i tak nie wyjdzie. Zabraknie tej szczerej prostoty. Tego żeby było tak po prostu...


Pochyliła głowę w kierunku kolan i Zastygnela na parę ciężkich sekund po czym powoli zwróciła twarz w moją stronę. Jej ogromne oczy jeszcze szersze, niż zwykle świdrowały wprost moje łaknąc odpowiedzi, wskazówki. A po policzku toczyła się powolutku jedna, okrągła łza.
Tak po prostu...


Więcej Krageusza? Zapraszam na stronę na facebooku!

Podziel się: